Gdy ktoś kogo kochamy odchodzi, przeżywamy wszystkie etapy żałoby.
Jest więc etap nieprzyjmowania do wiadomości tego, co się stało, etap przygnębienia, potem buntu, wściekłości, a potem godzenia się z tym.
Każdy z tych etapów trwa dokladnie tyle, ile potrzebujemy czasu żeby go w pełni przeżyć.

Nie możemy tu nic przyspieszyć, ani od żadnych emocji ucieć, bo te – nie przeżyte – wrócą do nas za jakis czas ze zdwojoną mocą.

JAK TO PRZEŻYWAMY?
Niekiedy czasami wydaje się, że widzimy tę osobę w tłumie, na ulicy, że jest koło nas, że słyszymy jej głos.
Typowe jest, że osoba nam się śni. Bywa że sen pokazuje nam nasze głębokie pragnienia, daje jakiś rodzaj ulgi i pozwolenia na przeżywanie rzeczy do których tęsknimy.
Są ludzie, którzy podobnie jak po śmierci krewnego czy przyjaciela, muszą się od wszystkiego odciąć; wyjechać, rzeprowadzić, zmienić pracę.

CO POMAGA?
Na takie, głębokie przeżywanie żałoby po relacji pomagają długie, dobre rozmowy z przyjaciółmi, pełne empatii i uważności. Sama śiwdomośc, że blisko jest ktoś życzliwy i wspierający, komu na nas naprawdę zależy, ma działanie leczące.
Czasem pomagają wielokrotnie powtarzane proste słowa pocieszenia, np że ten stan bólu minie, tak jak wszystko w życiu mija.
Mimo przeżywanego bólu i rozpaczy warto wybierać sobie angażujące, ciekawe zajęcia, ktore mają moc oderwania myśli od krążenia ciągle wokół tematu rozstania. Najlepiej też wykonywać te zajęcia z kimś/ w życzliwej grupie, żeby nie pozostawać sam na sam ze swoimi myślami.

Często w umyśle osoby porzuconej ten, który porzuca, jest ideałem, nawet jeśli krzywdził, ciągle porzucał, i to ta iluzja, ta fantazja zatruwa osobę porzuconą, więc warto wspierać ją w tym, żeby się z tym wyidealizowanym obrazem rozstała.
Postęp następuje też wtedy, kiedy osoba porzucona potrafi wreszcie, czasem po długim czasie, zezłościć na tego, kto ją zostawił. W końcu odzyskuje dostęp do negatywnych emocji i może powiedzieć: „Jestem zła(-y), że tak się stało! Czuję się wykorzystana(-y). Oszukana(-y). Jak można mi było coś takiego zrobić?!”. To jest już krok w stronę zdrowienia.
Gniew leczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *