Osoby, które miały bardziej satysfakcjonujące, bezpieczne więzi ze swoimi rodzicami czy – jak to nazywają psychoterapeuci – figurami przywiązania, były bardziej akceptowane, kochane, mają generalnie dużą elastyczność w funkcjonowaniu w bliskich relacjach.
Zwykle towarzyszy im poczucie, że zasługują na miłość,  troskę i przywiązanie, a także potrafią same się sobą zaopiekować, więc nawet jak są w związku, to w jakimś sensie są wolne.

OSOBY Z BEZPIECZNYM STYLEM PRZYWIĄZANIA NIE ZAWIESZAJĄ SIĘ NA DRUGIEJ OSOBIE

Natomiast Ci, którzy mają ustawiczne poczucie deficytu i  przekonanie, że nie były dość kochane, często mają tendencję do traktowania drugiej osoby, i w ogóle związku, jako kompensacji wszystkich swoich niedoborów, krzywd i ran.

W związku umieszczają pragnienia i potrzeby z różnych etapów swojego życia, również te nierealne do spełnienia, na przykład taką, żeby partner czy partnerka byli dla nich jak ciepła, czuła, cierpliwa, uważna mama, której tak naprawdę nigdy nie mieli…
W takich przypadkach separacja, porzucenie, czy samo to, że ta druga osoba nie czuje się dobrze w tym związku, może być odebrane jako wielkie nieszczęście i koniec całego świata..
Osoby z doświadczeniem pozabezpiecznej więzi często znajdują sobie taką figurę przywiązania w postaci osoby, w której się zakochują, a potem cały czas jej pilnują, śledzą i egzekwują: czy kocha wystarczająco, czy nie? jest wierny czy zdradza? Ustawicznie mają ten niepokój w sobie albo też ciągle czują, że nie dostają tego, czego pragną, że tej miłości wciąż jest za mało i chcą zmusić drugą osobę, żeby w końcu im ją dała w ilości odpowiedniej i wystarczającej.

TYLKO ŻE TO NIE JEST MOŻLIWE

Takie związki są zwykle bardzo trudne, przebiegają z silnymi, gwałtownymi uczuciami, bo poczucie ciągłego deficytu, niekochania jest w tej osobie, która ma taki kłopot, i choćby nie wiem jak ktoś by się starał, nie wypełni tego braku.
Oczywiście osoby z doświadczeniem bezpiecznej więzi też cierpią, gdy się związek rozpada, ale to nie niszczy całego ich życia i poczucia „ja”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *